Twoja kiążka

opublikowane: 14 listopada 2009

Harlequiny

Gdyby policzyć zwolenników i przeciwników Harlequin’ów, okazałoby się zapewne, że jest ich mniej więcej tyle samo. Stanowiska wobec tego typu książek dzielą się dość znacznie. Bo czy pisana według schematów wydawniczych literatura (można by zadać pytanie, czy Harlequin jest literaturą, ale wówczas najpierw trzeba by było odpowiedzieć na pytanie, czym jest w ogóle literatura, a to niosłoby w konsekwencji konieczność zgłębienia licznych tekstów teoretycznych, które i tak sprawy nie rozjaśniają, a zaciemniają raczej) powinna liczyć się wśród innych gatunków i czy powinna występować wśród nich na tych samych zasadach? Przy tak zadanym pytaniu automatycznie nasuwa się odpowiedź: „nie”. Gdyby jednak sprecyzować istotę Harlequina, być może spojrzenie na ten typ powieści uległoby niewielkiej zmianie. Książka tego typu, jak powszechnie wiadomo, skupia się na perypetiach miłosnych głównych i pobocznych bohaterów. Utwór żeruje na uczuciach czytelniczek i poprzez łzawe i wzruszające momenty, ma wzbudzić ich emocje oraz wywołać zaangażowanie. Fabuła konstruowana jest różnie: albo na bazie realizmu, albo w konwencji bajkowej. Bez względu na to, którego typu podkład zostanie wykorzystany, punktem docelowym jest wzruszenie odbiorczyń. Niejeden śmieje się z poziomu Harlequin’ów, twierdząc, że to literatura najniższa z niskich, którą właściwie każdy, kto pisze zawodowo cokolwiek, napisać potrafi. Być może i tak jest, ale dopóki książki tego typu spełniają swoją rolę, wpływając na emocje kobiet, dopóty nie powinno się ich ganić.